Początek sezonu w wykonaniu Napoli można podsumować tylko jednym słowem: katastrofalny. Azzurri przegrali z kretesem Ligę Mistrzów, a po 4. kolejkach Serie A zdołali zaledwie uzbierać cztery punkty.
Regres, który ciężko wytłumaczyć biorąc pod uwagę kadrę klubu i jego trenera, Rafę Beniteza, który w poprzednim sezonie wyrównał rekord punktowy w rodzimej lidze, rozegrał naprawde dobrą LM i zdobył Puchar Włoch.
Zanim się zacznie wieszanie psów na hiszpańskim szkoleniowcu (chociaż już niektórzy tego dokonali) warto się jednak zastanowić nad jednym faktem w karierze trenerskiej Beniteza, którego bez wątpienia można nazwać syndromem drugiego sezonu.
Po zdobyciu Mistrzostwa Hiszpanii z Valencją w 2002 roku, Benitez nie zdołał powtórzyć się w następnym sezonie zajmując 5. pozycję w tabeli i osiągając ćwierćfinał Champions League. W trzecim sezonie już świętował mistrzostwo i triumf w Pucharze Uefa. Po zdobyciu Ligi Mistrzów w niezapomnianym meczu z Milanem, również początek drugiego roku w Liverpoolu dla Beniteza nie był szczęśliwy. 10 punktów po 8. kolejkach, 12. pozycja w tabeli i tylko 2 zwycięstwa, bramki 5:8. Nagle zwrot sytuacji. The Reds rozpoczęli niesamowitą passę 10. zwycięstw z rzędu, zdobywając 21 goli i tracąc tylko jednego. Angielski klub na koniec sezonu zajął trzecią lokatę z 82. punktami, oczko mniej niż Manchester United i 9 niż mistrz Chelsea. Ponadto Benitez zdobył FA Cup eliminując po drodze właśnie Red Devils i The Blues.
W świetle tych faktów wynikają oczywiście limity naszego trenera, ale w tym samym czasie uwidacznia się też pewna siła. Umiejętność wyjścia z trudnych sytuacji jako zwycięzca. Benitez w Napoli dał się już poznać od dobrej strony. Teraz zależy od niego czy będzie w stanie zademonstrować swoją siłę podniesienia się z dna, nawet tym, którzy odwrócili się do niego plecami.
Wszystko to są fakty z przeszłości. Nie jest powiedziane, że tak musi się zdarzyć w Neapolu. Ale przynajmniej jest jakieś światełko w tunelu.

Początek sezonu w wykonaniu Napoli można podsumować tylko jednym słowem: katastrofalny. Azzurri przegrali z kretesem Ligę Mistrzów, a po 4. kolejkach Serie A zdołali zaledwie uzbierać cztery punkty.