Torino 0:0 Napoli. To po prostu nie działa!

Podziel się tym artykułem

W poprzednich meczach można było narzekać na brak skuteczności i szczęścia. Po meczu z Torino należałoby już skrytykować Napoli niemal za każdy aspekt gry. Ta maszyna rzęzi, skrzypi i nikt nie wie, w jakim kierunku zmierza.

Torino nie jest łatwym rywalem, zwłaszcza na własnym stadionie. Nie jest jednak drużyną, która mogłaby rozstrzygać losy scudetto, bo czołowe ekipy Serie A powinny sobie radzić z "Bykami". Tego właśnie oczekiwaliśmy od Napoli w niedzielny wieczór.

Początek meczu nie obfitował w efektowne akcje, chociaż obie drużyny narzuciły dość szybkie tempo. Dopiero w 10. minucie Sebastiano Luperto przeprowadził indywidualną akcję i przed polem karnym rywala podał na prawo do Fabiana Ruiza. Hiszpan uderzył mocno i precyzyjnie, ale Salvatore Sirigu sparował piłkę na rzut rożny. Kilka minut później środkiem popędził Lorenzo Insigne. Mógł wybierać partnera, któremu poda, ale zamiast zagrać do Hirvinga Lozano lub Driesa Mertensa, oddał strzał, który został zablokowany. I już po chwili mogło się to zemścić, bo Piotr Zieliński poślizgnął się na środku boiska, Tomas Rincon podciągnął z piłką pod pole karne i podał na lewo do Simone Verdiego. Były zawodnik Azzurrich miał dobrą okazję, ale strzelił tylko w boczną siatkę.

W 24. minucie Insigne dośrodkował w pole karne, ale Ruiz nie zdołał sięgnąć piłki i Sirigu bez trudu ją złapał. Pod drugą bramką szansę miał Rincon, ale po krótkiej wrzutce Verdiego strzelił głową z ośmiu metrów nad poprzeczkę. Minutę później blisko strzelenia gola był Mertens. Belg sprytnie przelobował bramkarza gospodarzy, ale piłka nieznacznie minęła słupek.

Przez kolejnych kilkanaście minut trwała zażarta walka, która jednak toczyła się w głównej mierze w środkowej strefie boiska. Dopiero w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry powstało poważniejsze zamieszanie pod jedną z bramek. Po rzucie rożnym błąd popełnił Konstantinos Manolas. Piłka przeleciała pod jego nogą i trafiła do Cristiana Ansaldiego. Argentyńczyk błyskawicznie huknął z linii pola karnego, ale Alex Meret w świetnym stylu odbił piłkę do boku, a dobitka w wykonaniu Verdiego była już niecelna.

Piłkarze schodzili do szatni przy stanie 0:0. W tym okresie można było jeszcze być optymistą, bo Napoli przeważało i starało się zdominować rywala. Jednak po przerwie szybko przekonaliśmy się, że Walter Mazzarri uwierzył w możliwość wygrania meczu, bo jego podopieczni bez wahania ruszyli do ataku. W 49. minucie Rincon zbyt lekko uderzył głową z pięciu metrów i Meret bez trudu złapał piłkę. Na tę akcję Napoli potrafiło jeszcze odpowiedzieć, bo Zieliński przeprowadził efektowny, kilkudziesięciometrowy rajd i podał na prawo do Lozano. Meksykanin niepotrzebnie zwlekał z oddaniem strzału i ostatecznie został zablokowany.

W kolejnych minutach Azzurri dali się już kompletnie zdominować i zostali wręcz zamknięci na własnej połowie. Na szczęście Torino nie potrafiło w tym okresie poważniej zagrozić bramce Mereta. Przez wiele minut widzowie mogli się zatem "delektować" co najwyżej strzałem Ruiza... na aut.

Wreszcie w 69. minucie Napoli przeprowadziło dobrą akcję. Giovanni Di Lorenzo dośrodkował na szósty metr wprost do wprowadzonego chwilę wcześniej na boisko Fernando Llorente. Skuteczny w poprzednich tygodniach napastnik nie był atakowany, ale i tak uderzył za wysoko. Potem Hiszpan miał jeszcze kolejne szanse na zdobycie gola, ale jego uderzenia głową były albo zbyt lekkie (83. minuta), albo znowu niecelne (87. minuta). Pod drugą bramką gorąco było po strzałach Ansaldiego (piłka odbita barkiem przez Luperto wyszła za linię końcową) i Iago Falque (obrona Mereta). Inne groźne akcje gospodarzy przecinali ofiarnymi interwencjami Allan i Manolas.

Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Jest to wynik zasłużony, bo poza pojedynczymi akcjami żadna ze stron nie pokazała wielkiego futbolu. Więcej było walki i szarpania się w środku pola, a ciekawie pod którąkolwiek z bramek robiło się zwykle na skutek prostych błędów. Napoli po raz kolejny zawiodło. Drużyna sprawiała wrażenie zdezorientowanej, źle zorganizowanej. Zabrakło spokojnego, przemyślanego konstruowania akcji. Było za to mnóstwo indywidualnych błędów, po których wynik mógł być jeszcze bardziej niekorzystny. Ta drużyna po prostu źle działa. I nie pomogą kolejne zapewnienia Carlo Ancelottiego o dobrej postawie i braku szczęścia. Jeśli nie są to tylko teksty pod publikę, jeśli trener naprawdę w to wierzy, to można śmiało zapytać: czy leci z nami pilot?



OCENY (skala 1-10)

Meret (7,5) Jedyny zawodnik, do którego nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Bronił pewnie, a największe oklaski należą mu się za interwencję pod koniec pierwszej połowy po strzale Ansaldiego.

Di Lorenzo (6) Tym razem nawet on sprawiał wrażenie zagubionego, nie przeprowadzał wielu rajdów prawym skrzydłem. W obronie też nie tak pewny, jak w poprzednich występach, ale poziom przyzwoity zachował.

Luperto (6) Nie jest to człowiek skała, brakuje mu pewności. Ale choć popełnił kilka błędów, zdał w tym meczu egzamin. Przeprowadził nawet efektowny rajd, po którym Ruiz oddał groźny strzał.

Manolas (6) Jego niefortunna interwencja zaowocowała bardzo groźnym strzałem Ansaldiego. W innych sytuacjach zachowywał się jednak lepiej, jak choćby w 78. minucie, gdy zatrzymał szybką akcję Argentyńczyka. To on najczęściej stopował rywali.

Hysaj (5) Zagrał w swoim stylu, czyli chaotycznie i nieobliczalnie. W 31. minucie mógł doznać bardzo groźnej kontuzji. Na szczęście jedyną konsekwencją upadku na głowę była konieczność opuszczenia boiska.

Ghoulam (3) Zastąpił słabego Hysaja, ale nawet od niego był co najmniej o klasę gorszy. Nieobecny w obronie, nieobecny w ataku. Widoczny głównie wtedy, gdy kiksował. Coraz trudniej uwierzyć, że wróci do formy sprzed dwóch lat.

Zieliński (5) Na tle słabych kolegów wyróżnił się kilkoma niezłymi akcjami. Ale próby strzałów były podobne do tych z wcześniejszych występów. Przez 97 minut gry zanotował tylko 49 kontaktów z piłką.

Allan (5) Przez pewien czas pracował na opinię jednego z najgorszych na boisku. Pod koniec obronił jednak jeden punkt powstrzymując groźne kontry rywali.

Ruiz (5) W 10. minucie oddał bardzo dobry strzał, ale kolejnymi uderzeniami raczej się ośmieszał niż zagrażał bramce Sirigu. Przy rozegraniu i w grze defensywnej też poniżej oczekiwań.

Lozano (4,5) W poprzednich meczach ustawiany w dziwnych miejscach na boisku, tym razem zajął swoją ulubioną pozycję na prawym skrzydle. I okazało się, że problem nie tkwi w samym ustawieniu. Albo Lozano jest bez formy, albo nie wie, co ma robić na boisku. Brakuje mu przebojowości, często wikła się w niepotrzebne dryblingi, podejmuje złe decyzje. Ale też czasem jest pozostawiony samemu sobie, jak w 29. minucie, gdy po podaniu od Mertensa został skazany na walkę z czterema rywalami.

Insigne (4,5) W 3. minucie strzelił z 25 metrów, ale zamiast w bramkę trafił w Manolasa. Potem nieźle wrzucił piłkę do Ruiza. Ale poza tym był zupełnie nieprzydatny w akcjach ofensywnych. Kolejny słaby występ kapitana.

Mertens (5) Tym razem nawet on zawiódł. W 28. minucie efektownie przelobował bramkarza, ale piłka minęła bramkę. Minutę później świetnie podał prostopadle do Lozano. Przez większość meczu był jednak mało widoczny.

Callejon (5) Zmienił Lozano, ale nie rozruszał prawego skrzydła. Zanotował jedno czy dwa niezłe dośrodkowania, ale nie pociągnął zespołu do zwycięstwa.

Llorente (4) Wszedł w 67. minucie i miał kilka okazji, żeby zostać bohaterem. Starał się walczyć o piłkę, widać go było nawet na własnej połowie, ale tym razem zawiódł pod bramką rywala. Miał trzy dobre okazje do strzelenia gola, ale nie pokonał Sirigu.

Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!