Liverpool 1:1 Napoli. Restart!

Podziel się tym artykułem

To miała być kolejna okazja do przełamania złej passy. I wreszcie Napoli osiągnęło swój cel. Po remisie na Anfield awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów jest już na wyciągnięcie ręki. Powiało optymizmem!

Wydawało się, że Napoli stało się idealnym celem wystawionym na nokaut. W okresie coraz poważniejszego kryzysu piłkarskiego i pozaboiskowego wyjazd do najlepszej klubowej drużyny 2019 roku był bardzo poważnym wyzwaniem. Tym bardziej, że The Reds musiało zależeć na trzech punktach, aby uniknąć nerwów w ostatniej kolejce LM w Salzburgu.

Liverpool chciał jak najszybciej zdobyć gola. Mocno naciskał, wywierał pressing już na polu karnym rywala. Napoli dawało sobie z tym radę, nie wykazywało oznak nadmiernego zdenerwowania. Gra była bardzo intensywna i toczyła się w szybkim tempie, ale przez długi czas nie dochodziło do poważnego zagrożenia pod którąkolwiek z bramek. W 11. minucie próbował to zmienić Dries Mertens, gdy po dobrym podaniu od Hirvinga Lozano oddał strzał z 16 metrów. Uderzenie zostało jednak zablokowane przez Dejana Lovrena. Z drugiej strony podobnie zakończyły się starania Jamesa Milnera, który przeprowadził dobrą kombinacyjną akcję z Roberto Firmino i strzelił z ostrego kąta. Tym razem lot piłki przerwał Fabian Ruiz.

W 21. minucie padła pierwsza bramka. Giovanni Di Lorenzo świetnie przerzucił piłkę z własnej połowy za plecy obrońców The Reds. Z linii spalonego błyskawicznie ruszył Mertens i znalazł się sam przed Alissonem. Uderzał z ostrego kąta, ale zrobił to perfekcyjnie, bo piłka minęła rękę brazylijskiego bramkarza i tuż obok dalszego słupka wpadał do siatki.

Przez wiele kolejnych minut Liverpool nie potrafił odpowiedzieć choćby jednym dobrym strzałem. Trudno bowiem uznać za takie dwa uderzenia w wykonaniu Virgila van Dijka - najpierw Holender strzelił z 30 metrów wysoko nad bramką, a potem oddał lekki strzał głową z 11 metrów. Groźniej zrobiło się w ostatnim okresie pierwszej połowy, gdy kilka ciekawych, szybkich akcji lewym skrzydłem przeprowadzili Milner i Sadio Mane, których wspomagał Firmino. W 40. minucie Mane próbował podać przed bramkę, ale piłkę zablokował Koulibaly. W doliczonym czasie Milner wbiegł w pole karne i oddał strzał z ostrego kąta, ale Alex Meret był tam, gdzie powinien. Niepowodzeniem zakończyła się także szarża na drugiej flance, gdzie Mohameda Salaha zatrzymał Koulibaly.

Niespodziewane prowadzenie Napoli zapowiadało poważny szturm gospodarzy po przerwie. I choć rzeczywiście zawodnicy Juergena Kloppa próbowali przejąć pełną kontrolę nad grą, to nie potrafili poradzić sobie ze zmasowaną obroną Azzurrich. Goście skupili się na grze defensywnej, o czym świadczy choćby fakt, że w całej drugiej połowie nie oddali ani jednego strzału (!). Ale to nie oznacza, że Meret miał ręce pełne roboty. Ba, goalkeeper sam musiał zadbać o to, by podnieść sobie ciśnienie. W 55. minucie nie utrzymał piłki po dośrodkowaniu Jordana Hendersona, na piątym metrze dopadł do niej Firmino i strzelił z półobrotu. Na szczęście Koulibaly wybił futbolówkę zmierzającą do siatki. Kilka minut później jeszcze raz, tym razem głową, strzelał Brazylijczyk. Tym razem jednak nie trafił z kilku metrów w bramkę.

W końcu jednak starania gospodarzy przyniosły im powodzenie w 65. minucie. Po dośrodkowaniu Milnera z rzutu rożnego Lovren przytrzymał przy zmieni niższego o głowę Mertensa i strzelił z 10 metrów do bramki. Sędziowie obsługujący VAR analizowali, czy nie doszło do faulu na Belgu, ale ostatecznie uznali, że gol został zdobyty w prawidłowy sposób.

Było zatem 1:1, a Liverpool miał jeszcze 25 minut na to, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Ale choć do końca meczu trwało oblężenie połowy Azzurrich, to nie odnotowano już właściwie ani jednego groźnego uderzenia na bramkę Mereta! Obrona gości funkcjonowała na tyle sprawnie i skutecznie, że zawodnicy Kloppa nie potrafili realnie zagrozić przeciwnikom. Kolejne próby przedostania się na pole karne były torpedowane przez ambitnie i cierpliwie broniących się graczy spod Wezuwiusza. Podopieczni Carlo Ancelottiego czyhali oczywiście także na swoją szansę, po każdym przejęciu piłki starali się skonstruować szybką kontrę. Ani jedna z tych akcji nie zakończyła się jednak oddaniem strzału.

Remis z pewnością jest dla Napoli bardzo wartościowym wynikiem. Wprawdzie nie zapewnia awansu do fazy pucharowej, ale w znaczącym stopniu do niego przybliża. Mimo zastrzeżeń do gry drużyny w bieżącym sezonie, trudno przecież sobie wyobrazić, żeby zaprzepaściła ona sytuację, gdy wystarczy nawet skromny remis na San Paolo z Genkiem. Z jednej strony trudno oczywiście cieszyć się z przedłużenia serii spotkań bez zwycięstwa do siedmiu (6 remisów i 1 porażka licząc mecze w Serie A i Lidze Mistrzów), ale po ostatnich wydarzeniach nie można przecież abstrahować od renomy środowego rywala.

A żeby optymizmu poszukać jeszcze więcej, dodajmy, że i poza boiskiem pojawił się sygnał zwiastujący poprawę atmosfery. Piłkarze mieli przed meczem zadeklarować, że w przypadku złego występu na Anfield, udadzą się na zgrupowanie aż do najbliższego meczu ligowego. Nie sądzę, aby Aurelio Di Laurentiis chciał to teraz wyegzekwować. Oby potraktował to jako demonstracja skruchy piłkarzy i wyciągnięcie przez nich dłoni w pokojowym geście. I niech tej dłoni nie odpycha. Przed wszystkimi jest jeszcze kilka ciekawych celów, które można w tym sezonie osiągnąć!



OCENY (skala 1-10)

Meret (6) Popełnił poważny błąd wypuszczając w 55. minucie piłkę z rąk, ale skórę uratował mu Koulibaly. Poza tym solidny.

Maksimovic (7) Ciężko mu było powstrzymywać ataki Mane i Milnera, bo jest za mało zwrotny, ale walczył z tym duetem i każdym innym przeciwnikiem ze wszystkich sił. Kilka razy dał się ograć, ale nigdy nie dawał za wygraną. Mocny element defensywy.

Koulibaly (8) W pierwszych minutach dał się ograć Salahowi, ale potem było już jak za najlepszych (nie tak przecież odległych) czasów: skupiony, twardy, nieustępliwy. I skuteczny.

Manolas (7) Był świetnym partnerem dla Koulibaly\'ego. Może nie zaliczył tylu efektownych interwencji, co kolega ze środka obrony, ale przez cały mecz ciężko pracował na wielkie pochwały.

Rui (6,5) Ten występ nie umywa się do popisu Portugalczyka z pierwszego pojedynku z Liverpoolem, ale był to całkiem dobry mecz lewego obrońcy. Rui przyczynił się do tego, że Salah znowu nie miał okazji do wykazania się swoimi wielkimi umiejętnościami. Nie był efektowny, ale walczył bardzo ambitnie od pierwszej do ostatniej minuty.

Di Lorenzo (7,5) Wyjątkowo ustawiony na prawej pomocy. W pierwszej połowie rzeczywiście grał na tej pozycji, często angażował się w akcje ofensywne, walczył o piłkę w środku pola. Dzięki świetnemu podaniu zaliczył asystę przy golu Mertensa. Po przerwie skupił się na intensywnym wspomaganiu Maksimovica w defensywie. Wreszcie pokazał, że forma z początku sezonu jeszcze tak zupełnie nie uciekła.

Allan (8) Takim chcielibyśmy go widzieć jak najczęściej. W środku pola walczył jak szalony, robił dosłownie wszystko, co w jego mocy, żeby powstrzymać napierającego rywala. Świetny, pełny poświęcenia występ.

Ruiz (7) Odebrał gospodarzom mnóstwo piłek. Nie zawsze wiedział, co z nią później zrobić, ale też pole do popisu miał mocno ograniczone, bo tego wieczoru liczyła się przede wszystkim destrukcja. Grał zatem mało kreatywnie, ale bardzo efektywnie.

Zieliński (6) Najsłabszy w środku pola. Ale też charakter tego meczu i taktyka zespołu nie sprzyjała mu, bo nie jest typem atletycznego, zadziornego defensora. Choć i jemu nie zabrakło tym razem nieustępliwości w walce. Kilka razy starał się skonstruować jakąś akcję ofensywną, ale partnerzy (jak Lozano w 39. minucie) nie potrafili z tego skorzystać.

Lozano (6) Znowu uwikłany w skazane na niepowodzenie pojedynki, ale kilka razy pokazał, że potrafi także dobrze współpracować z kolegami. W początkowej fazie przeprowadził kilka ciekawych dwójkowych akcji z Di Lorenzo, w 11. minucie świetnie podawał do Mertensa przed polem karnym. Z czasem coraz mniej przydatny, nie potrafił zaabsorbować uwagi rywala na tyle, by ten nie skupiał się tylko na atakach.

Mertens (7) Zrobił to, co do niego należy: zdobył niezwykle ważnego gola. No i jak zwykle walczył jak lew. Ale wydaje się, że mógł zrobić z przodu nieco więcej.

Llorente (6) Wprowadzony zapewne po to, żeby toczyć fizyczne pojedynki z rywalami, ewentualnie powalczyć o górne piłki. Nie miał zbyt wielu okazji, by wykorzystać swoje fizyczne parametry, ale dołączył do kolegów i robił wszystko, żeby utrzymać remis.



Komentarzy: 1
Mako
Mako

Zgadzam się z podsumowaniem w 100%