Napoli 1:2 Bologna. Carlo, chyba wystarczy!

Podziel się tym artykułem

Coraz trudniej znaleźć odpowiednie słowa, aby opisać to, co dzieje się z Napoli. Chyba prościej będzie wyrazić to, co dotyczy najbliższej przyszłości. Czas na zmiany!

To kolejny mecz, przed którym można było mówić o konieczności przełamania się, o szansie na nowy start, o obowiązkowym zwycięstwie, które pozwoli ponownie uwierzyć w tę drużynę. Tym razem optymizm mógł być poparty dobrą grą na Anfield i wstępnym porozumieniem zawartym przez prezesa i zawodników. A że na San Paolo przyjeżdżała zawodząca ostatnio Bologna, liczyliśmy na 3 punkty.

Początkowe próby zdobycia gola można określić jako dość nieśmiałe. Obie drużyny szukały szansy przede wszystkim oddając strzały zza pola karnego. Z jednej strony uderzali Hirving Lozano i Fabian Ruiz, z drugiej zaś Nicola Sansone. Bliżej bramki zawędrował w 14. minucie Lorenzo Insigne, który otrzymał dobre podanie od Lozano, ale powstrzymywany przez Gary\'ego Medela strzelił z kilku metrów bardzo niecelnie. Dwie minuty później Lozano trafił do siatki, ale okazało się, że przy podaniu od Eljifa Elmasa znajdował się na spalonym.

W kolejnych minutach nadal oglądaliśmy głównie strzały z większej odległości. Całkiem nieźle uderzał Insigne, znacznie gorzej Ruiz. Wyraźnie pomylił się także Kalidou Koulibaly, który dla odmiany strzelał głową. Za to tuż obok słupka piłka przeleciała po tym, gdy Blerim Dźemaili wykorzystał fatalny kiks Ruiza i strzelił z półobrotu.

Mecz toczył się w przeciętnym tempie, choć obu drużynom trudno było odmówić zaangażowania. Przede wszystkim jednak brakowało konkretnych sytuacji podbramkowych. Siła ognia gospodarzy miała się opierać w dużym stopniu na Fernando Llorente, ale Hiszpan spisywał się fatalnie. Jednak to właśnie on strzelił wreszcie upragnionego gola. W 41. minucie Insigne przeprowadził szybką, indywidualną akcję. W końcu zdecydował się na strzał z 16 metrów. Łukasz Skorupski sparował piłkę przed siebie, a tam dopadł ją Llorente i z pięciu metrów umieścił w siatce.

Potem jeszcze groźne akcje przeprowadzili Koulibaly i Lozano, ale po ostrym dośrodkowaniu tego pierwszego piłkę wybili sprzed bramki obrońcy Bologni, a Meksykanin niepotrzebnie zdecydował się na strzał, kiedy powinien podawać do znajdującego się w lepszej pozycji Elmasa. Pierwsza połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem gospodarzy.

Po przerwie nieco energiczniej zaczęli grać zawodnicy Carlo Ancelottiego. Strzał Elmasa został zablokowany przez Danilo, rajd Insigne od pola karnego do pola karnego zakończył się uderzeniem obronionym przez Skorupskiego, a Llorente strzelał tak nieporadnie, że trafił w... kapitana własnej drużyny. Goście odgryzali się rzadko. Najbliżej powodzenia byli w 53. minucie, gdy Sansone podawał mocno wzdłuż linii końcowej, a piłkę czającemu się przed bramką Andreasowi Skov Olsenowi sprzątnął sprzed nosa Giovanni Di Lorenzo.

Kiedy wydawało się, że goście lekko spasowali i czują się bezradni, przeprowadzili skuteczną akcję. W 58. minucie Sansone oddał mocny strzał z narożnika pola karnego, piłkę strącił niefortunnie głową Koulibaly i ta spadła pod nogi Olsena. Duńczyk bez wahania strzelił z narożnika pola bramkowego i było 1:1.

Kilka minut później mogło być jeszcze gorzej. Piłkę stracił na własnej połowie Piotr Zieliński i już po chwili Dżemaili podawał ją do wbiegającego w pole karne Sansone. Ten uderzył mocno, ale piłka trąciła jeszcze nogę ofiarnie interweniującego Konstantinosa Manolasa i David Ospina nie miał problemu z obroną.

Napoli starało się odzyskać prowadzenie. W 67. minucie wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Dries Mertens uderzył zza pola karnego tuż obok słupka. Po chwili tym samym odpowiedział z drugiej strony Sansone, ale potem znowu nastąpiła seria strzałów Azzurrich. Po uderzeniu Ruiza dobrze interweniował Skorupski, natomiast strzału Zielińskiego nikt nie musiał bronić, bo piłka poleciała wysoko nad bramką. Podobnie było, gdy Llorente nie wykorzystał dobrej wrzutki Nikoli Maksimovica i skiksował stojąc 6 metrów od bramki. Najlepszą okazję zmarnował jednak Mertens. W 78. minucie Belg otrzymał podanie od Lozano i znalazł się na 14. metrze nie mając obok żadnego z rywali. Miał czas, żeby dobrze przymierzyć, jednak oddał niecelny strzał.

Nie potrafiło Napoli, no to spróbowała Bologna. I gościom poszło to zdecydowanie lepiej. Po krótkiej walce przy linii bocznej boiska piłka odbiła się od nóg Ruiza i trafiła do Dżemailego. Szwajcar znakomicie podał między Koulibaly\'m i Manolasem do Sansone, a ten nie miał problemów, by z siedmiu metrów pokonać Ospinę.

Do końca meczu gospodarze walili głową w mur, nie potrafili znaleźć sposobu na przebrnięcie przez defensywę rywali. Udało się dopiero w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, gdy po dalekim wrzucie Koulibaly\'ego Llorente przepchnął Danilo i strzelił do bramki Skorupskiego. Po chwili okazało się jednak, że Hiszpan znajdował się na spalonym i mecz zakończył się zwycięstwem Bologni.

Czy taki wynik można uznać za niespodziankę? Cóż, w przypadku meczów Napoli coraz trudniej wskazywać Azzurrich jako faworytów, więc już chyba żaden rezultat nie powinien nas dziwić. Co nie znaczy, że mamy ochotę przyzwyczajać się do takiej sytuacji. Napoli gra po prostu fatalnie i nie widać już właściwie żadnego światełka dającego nadzieję na poprawę. Owszem, byliśmy ostatnio świadkami ofiarnej gry i korzystnego rezultatu w meczu przeciwko Liverpoolowi, ale nawet wówczas nie oglądaliśmy przecież takiego Napoli, które zachwycało nas jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Pod wodzą Carlo Ancelottiego drużyna wygląda coraz gorzej i nie wydaje się, żeby doświadczony trener miał pomysł na zmianę tej sytuacji. Może czas już nie tylko na wstrząśniecie piłkarzami, ale przede wszystkim na poważną rozmowę prezesa ze szkoleniowcem. I tym razem nie chodzi o sympatyczne pogaduszki przy najlepszym espresso. Czas na poważniejsze kroki.



OCENY (skala 1-10)

Ospina(6) Kilka piłek obronił, ale dwa gole puścił. Cudu zatem nie dokonał, ale też winy przy straconych bramkach nie ponosi.

Di Lorenzo (5) W pierwszej połowie grał nieźle, chociaż znowu został przerzucony na lewą obronę. Z czasem coraz mniej widoczny, chociaż w 53. minucie skutecznie interweniował po groźnej wrzutce Sansone.

Maksimovic (6) Nie ustrzegł się błędów, ale pokazał, że może łatać niemal każdą dziurę w obronie. Stracił piłkę chwilę przed tym, jak rywale zdobyli drugiego gola, ale był wtedy faulowany. O dziwo dość często angażował się także w akcje ofensywne, kilka razy dobrze dośrodkowywał w pole karne Bologni.

Koulibaly (5) Niefortunnie interweniował w sytuacji, po której Bologna wyrównała. W kilku innych akcjach też nie zachował się perfekcyjnie, czasami musiał się ratować faulami.

Manolas (5,5) Dobrze blokował uderzenie Sansone w 66. minucie. Generalnie nie popełniał rażących błędów, był lepszy w parze stoperów, ale był elementem dość niepewnej defensywy. Niemal zupełnie nieprzydatny przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy.

Ruiz (5) Zaczął nieźle, był aktywny w środku boiska. Oddawał sporo strzałów, ale tylko jeden z nich był groźny. Z czasem zachowywał się coraz bardziej niepewnie. Popełniał poważne błędy, jak w 32. minucie, gdy jego kiks mógł zaowocować golem dla rywali.

Zieliński (4,5) Jego gra to kwintesencja postawy Napoli: przestraszony, niepewny, niezdecydowany, pozorujący walkę. Spowalniał akcje drużyny, gubił piłkę, oddawał niecelne strzały. Spośród wszystkich zawodników był najczęściej przy piłce. I może właśnie dlatego ten mecz wyglądał tak, jak wyglądał...

Elmas (4,5) Walczył zarówno w obronie, jak i w akcjach ofensywnych, ale z jego pracy wynikało niewiele konkretów. Współtworzył chaos, który nie przynosił żadnej korzyści drużynie.

Insigne (5) Znowu robił sporo wiatru, biegał, dryblował, strzelał. Jedna korzyść to asysta, bo po jego strzale dobijał do siatki Llorente, ale w tamtej sytuacji kapitan zachował się akurat zbyt egoistycznie. Podobnie jak w 55. minucie, gdy przeprowadził rajd przez całe boisko i też nie zdecydował się na podanie do któregoś z partnerów. To był niestety typowy mecz w wykonaniu Insigne.

Lozano (5,5) Ambitnie walczył o piłkę, starał się brać udział w kombinacyjnych akcjach. Czasem podawał do partnerów, a czasem nie, na szczęście częściej zdarzało mu się to pierwsze. Szkoda, że partnerzy nie wykorzystali jego zagrań, jak Insigne w 14. minucie czy Mertens w 78. minucie.

Llorente (4) Zdobywca jedynego gola najgorszy w drużynie? Tak! To był fatalny występ Hiszpana, nic w jego grze się nie kleiło. Wykorzystał jedną okazję, kilka innych zmarnował, do kolejnych nie doszedł, bo nie wiedział, co się dzieje na boisku.

Mertens (4,5) Zmienił Elmasa i miał okazję, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Napoli. Nie zrobił tego, drużyna przegrała, a Belg miał w tym swój udział.

Komentarzy: 1
Mako
Mako

Brakuje im pewności. Przydałby się w końcu wygrać...