Źle zaczęła się przygoda Napoli z Ligą Europy. W meczu z wicemistrzem Holandii zabrakło właściwie wszystkiego: pomysłu, dobrej gry, emocji, no i przede wszystkim punktów.
AZ Alkmaar przyjechało dość poważnie osłabione w związku z zakażeniami koronawirusem. Wydawało się, że tym łatwiej przyjdzie Azzurrim zdobycie kompletu punktów. Po efektownym pojedynku przeciwko Atalancie trudno było spodziewać się jakichkolwiek problemów.
Pierwszy kwadrans był bardzo nieciekawy i pokazał, jak może wyglądać cały mecz. Goście cofnęli się w komplecie na własną połowę i skupiali się na przeszkadzaniu przeciwnikowi w rozgrywaniu piłki. Napoli zaś uparcie pchało się na tę podwójną gardę i w niemrawy, schematyczny sposób szukało jakiejś luki w zasiekach. O skuteczności zabiegów niech świadczy fakt, że pierwszy dość groźny strzał oddali... goście. Po błędzie Elseida Hysaja ruszyła kontra w ich wykonaniu, którą uderzeniem z ponad 20 metrów zakończył Jesper Karlsson. Odnotujmy, że był to pierwszy celny strzał gości i ostatni w tym meczu obroniony przez Aleksa Mereta.
Potem Napoli nieco mocniej zaatakowało. Najpierw Dries Mertens stracił piłkę w polu karnym po świetnym prostopadłym zagraniu Fabiana Ruiza. Potem po strzałach Matteo Poilitano i Victora Osimhena piłka odbijała się od Teuna Koopmeinersa, co ułatwiało skuteczne interwencje Marco Bizotowi. W 32. minucie Politano precyzyjnie wrzucił piłkę na 5. metr przed bramką Alkmaar. Wbiegający tam Hirving Lozano był przytrzymywany za rękę przez Jonasa Svenssona, ale arbiter Daniel Stefański nie podyktował "jedenastki". Trzy minuty później Osimhen przejął piłkę i świetnie podał do Mertensa, ale Belg z 14 metrów nie trafił do bramki. No i jeszcze Giovanni Di Lorenzo źle przyjmował piłkę po znakomitych prostopadłych zagraniach w pole karne w wykonaniu Stanislava Lobotki i Ruiza. Do przerwy 0:0.
Druga połowa stała pod znakiem jeszcze większej przewagi Napoli. Cóż z tego, skoro poważnych szans na zdobycie gola było mniej, a jedyne trafienie zanotowali goście. W 57. minucie stosunkowo spokojnie wyprowadzana akcja przeniosła się na prawe skrzydło, gdzie Lozano nie ruszył na czas za dośrodkowującym Svenssonem, a po chwili Kalidou Koulibaly nie zablokował strzelającego z sześciu metrów Daniego de Vita. Zupełnie niespodziewanie zrobiło się 0:1. Jednak czasu było jeszcze bardzo dużo i wydawało się, że straty zostaną szybko odrobione z nawiązką.
Niestety, im bliżej końca meczu, tym akcje Napoli były coraz bardziej nieporadne. Trochę ożywienia wniósł Mario Rui, którego wrzutki w pole karne dawały szansę na zdobycie gola. Najpierw rozczarował Osimhen strzelając z 8 metrów lekko i w środek bramki, a potem, ze znacznie trudniejszej pozycji, minimalnie chybił Andrea Petagna. Potem jeszcze niezły strzał zza pola karnego oddał Politano, a Di Lorenzo najpierw zmarnował bardzo dobrą wrzutkę Lorenzo Insigne, a na koniec uderzył niecelnie głową po dośrodkowaniu Ruiego.
Wynik można potraktować jako sensację. Rozczarowanie kibiców jest tym większe, że wcześniejsze występy drużyny napawały wielkim optymizmem. Tymczasem przeciwko ekipie z Holandii Napoli zagrało w sposób jednostajny i schematyczny, rzadko szukając nieszablonowych rozwiązań, które mogłyby zaskoczyć rywali. Taka bezsilność w pojedynku z drużyną nastawioną na zmasowaną defensywę może niepokoić, wszak można założyć, że przed podopiecznymi Gennaro Gattuso jeszcze sporo takich spotkań. Oby i na to ambitny szkoleniowiec znalazł skuteczne rozwiązanie.
OCENY (skala 1-10)
Meret (5) Miał w tym meczu dwa strzały do obrony. Raz się udało, a raz nie. Oczywiście nie on zawinił przy straconym golu, ale przydałaby się wreszcie jakaś cudowna interwencja naszych bramkarzy, bo od popisów w Coppa Italia minęło już sporo czasu.
Hysaj (4,5) Po świetnym występie przeciwko Atalancie wrócił do wcześniejszego sposobu grania. Czyli znowu był mało przydatny w ofensywie, a przede wszystkim gubił piłkę dając szansę rywalom na przeprowadzenie groźnych kontr.
Koulibaly (5) W tym meczu miał więcej pracy przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy niż przy powstrzymywaniu rywali. O ile z pierwszego zadania wywiązywał się przyzwoicie, to podstawowe obowiązki zaniedbał. W pierwszej połowie skiksował przed swoim polem karnym umożliwiając Sugawarze oddanie groźnego strzału. Przy straconym golu zostawił na szóstym metrze de Vita. Potem rewanżował się holenderskiemu napastnikowi ostrymi faulami, z których jeden zakończył się żółtą kartką.
Maksimovic (6) Nie miał wielu okazji, żeby zatrzymać rywali, ale kiedy już taka się nadarzała, robił to, co do niego należy. Jak zwykle znacznie słabszy przy rozegraniu akcji.
Di Lorenzo (4) Już na początku meczu po jego skrzydle sunęły najgroźniejsze akcje rywali. Nie radził tam sobie z Karlssonem. W drugiej połowie to także z tej strony goście wypracowali zwycięskiego gola. Di Lorenzo zawodził też z przodu, gdzie fatalnie przyjmował piłkę po świetnych podaniach Lobotki, Ruiza i Insigne.
Ruiz (6) Zaczął dobrze: prowadził grę, szukał kreatywnych rozwiązań, emanował spokojem. Z czasem było coraz słabiej, chociaż i tak robił lepsze wrażenie niż większość kolegów.
Lobotka (5) Do bólu zachowawczy, ostrożny. Ciekawym zagraniem błysnął chyba tylko raz, gdy świetnie wrzucił prostopadłą piłkę do Di Lorenzo. W meczu z rywalem skupionym na obronie potrzeba kogoś kreatywniejszego, bo z klepania piłki do tyłu pożytku jest niewiele.
Politano (5,5) Znacznie słabszy niż kilka dni wcześniej w meczu z Atalantą. Ale kilka razy sprytnie podawał do partnerów, oddał niezły strzał z dystansu, był aktywny. To za mało na pochwałę, ale wystarczy, żeby nie robić z niego głównego winowajcy porażki.
Lozano (5) W najlepszej sytuacji był faulowany, ale w innych po prostu sobie nie poradził, jak choćby w 17. minucie, gdy skiksował w polu karnym po podaniu od Politano. Na plus dobre podania do Mertensa i Osimhena. Na minus odpuszczenie Svenssona przy bramkowej akcji rywali. No i generalnie oczekiwania wobec Meksykanina są już znacznie większe.
Mertens (4) Bardzo słaby występ Driesa. Grał chaotycznie, gubił piłkę, podejmował złe decyzje i marnował dobre okazje. W drugiej połowie coraz mniej widoczny, aż dziw, że nie został zmieniony.
Osimhen (5,5) Tym razem już nie będzie hymnów pochwalnych. Owszem, był znowu ambitny i waleczny, ale to trochę za mało jak na jego potencjał. Uprzykrzał życie defensywie rywali, ale choć w pojedynkę trudno wywierać skuteczny pressing, to raz udało mu się wywalczyć piłkę i stworzyć świetną sytuację Mertensowi. Sam jednak zmarnował inne okazje do zdobycia gola, przede wszystkim oddając słaby strzał głową po dośrodkowaniu Ruiego, czy gubiąc się po niezłej wrzutce Mertensa za plecy obrońców. Przy tak ciasnej obronie gości zabrakło też wykorzystania siły Nigeryjczyka.
Insigne (4) Wszedł w 59. minucie, ale zrobił niewiele, by odwrócić losy meczu. Pięknie zagrał w pole karne do Di Lorenzo i oczywiście trudno mieć do niego pretensje, że prawy obrońca to jednak nie Jose Callejon. Jednak w innych sytuacjach to Insigne spisywał się poniżej oczekiwań: miotał się na lewym skrzydle, podawał niecelnie, brnął w słabo rokujące akcje, nie rozumiał się z partnerami.
Rui (6) Zmienił Hysaja i w kilka minut zrobił więcej dobrego niż Albańczyk przez godzinę. Szkoda, że jego dośrodkowania nie zostały wykorzystane przez kolegów. Z czasem niestety też gdzieś zniknął, ale na koniec znowu się pokazał - najpierw fatalnie uderzył zza pola karnego, a potem dobrze dośrodkował z rzutu wolnego.
Demme (5) Trudno powiedzieć, co miała przynieść zmiana Lobotki na Demme. Tak czy inaczej, niczego nie przyniosła, bo to też nie jest zawodnik, który potrafiłby rozbić szczelną defensywę przeciwnika.
Petagna (5) Koledzy właściwie niespecjalnie dali mu się wykazać. Poza podaniem Ruiego, po którym też trudno było oddać precyzyjny strzał, Petagna nie dostawał szans na wykorzystanie swojej siły i warunków fizycznych. Pomógł w defensywie, ale przecież nie po to został wprowadzony na boisko.

Mako
czyżby odpuścili sobie LE?
Lolo
Jakież to było "widowisko".