Atalanta była wyraźnie lepsza. Kiedy tylko było to potrzebne, przechodziła do ofensywy i szybko osiągała swój cel. Zasłużenie awansowała do finału. A Napoli znowu odegrało rolę, jaką wymyślił dla niego Gattuso. To rola słabeusza.
Niektórzy kibice łudzili się, że szczęśliwy, osiągnięty w żenującym stylu, remis na własnym stadionie jest elementem strategii, która w rewanżu pozwoli wywalczyć awans. Kto uwierzył w taki scenariusz, musiał być niezmiernie rozczarowany już w 16. minucie pojedynku na Gewiss Stadium. Atalanta prowadziła wówczas 2:0, chociaż nie wymagało to od niej nadzwyczajnego wysiłku. Ot, wystarczyło, że najpierw Duvan Zapata odda mocny, precyzyjny strzał w sytuacji, gdy nikt mu w tym nie przeszkadzał, a potem drużyna wymieni dwa szybkie podania, by Matteo Pessina znalazł się sam naprzeciw Davida Ospiny i skierował piłkę do siatki.
Dwubramkowe prowadzenie usatysfakcjonowało gospodarzy, więc już nie parli do przodu. Skupili się na wysokim pressingu, który do końca pierwszej połowy pozwolił trzymać rywali z dala nie tylko od swojej bramki, ale nawet połowy boiska. Napoli w rozpaczliwy sposób walczyło o to, by przekroczyć chociaż linię środkową.
W pierwszych minutach po przerwie złudzenia na chwilę powróciły. Nieco ożywienia wniósł Matteo Politano, na kilka minut obudził się także Tiemue Bakayoko. To właśnie Francuz świetnym prostopadłym podaniem stworzył szansę Hirvingowi Lozano, a w 53. minucie sam wbiegł w pole karne i po chwili gola zdobył meksykański skrzydłowy. I na tym... koniec. Bo kiedy tylko Atalanta poczuła, że głupi błąd może ją kosztować utratę miejsca w finale, ponownie zaczęła niepokoić pomoc i defensywę rywali. Raz za razem zawodnicy Gian Piero Gasperiniego robili zamieszanie w okolicach pola karnego, a strzały oddawali Zapata, Robin Gosens, Josip Ilicić i Pessina. Napoli zorganizowało w tym czasie jedną dobrą akcję, ale po dalekim podaniu Giovanniego Di Lorenzo i wyłożeniu piłki przez Diego Demme Victor Osimhen został zatrzymany przez bramkarza na piątym metrze.
Wreszcie gospodarze zdobyli bramkę, która od dłuższego czasu wisiała w powietrzu. Pessina dostał piłkę na linii pola karnego, przedarł się przez niemrawo reagujących Demme, Di Lorenzo i Amira Rrahmaniego, a potem lekką podcinką pokonał Ospinę. 3:1 i mecz można było zakończyć.
Napoli niczym nie zaskoczyło. Grało tak, jak od dłuższego czasu, czyli po prostu na miarę słabej ekipy, która nie ma pojęcia, co robić na boisku. Mnożyły się zarówno błędy indywidualne, jak i elementarne niedociągnięcia w ustawieniu. Można było odnieść wrażenie, że Azzurri stanowią przypadkową zbieraninę ludzi, którzy nigdy wcześniej ze sobą nawet nie trenowali.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o marzenia o powtórzeniu pucharowego sukcesu z poprzedniego sezonu. Teraz czas na dalsze psucie pozycji w lidze, wszak trudno spodziewać się, że pod kierunkiem Gattuso czeka nas cokolwiek miłego.
OCENY (skala 1-10):
Ospina (5) Dobrze, że rywale oddali kilka słabszych strzałów, bo przez długi czas wydawało się, że Kolumbijczyk znowu puści wszystko, co leci w światło bramki. Przy czym po raz kolejny trudno byłoby mieć o to do niego pretensje, bo przy takiej postawie kolegów z pola nie pozostaje nic innego, jak wyciągać piłkę z siatki.
Hysaj (3) Po stracie obu bramek w pierwszej połowie partnerzy mieli do niego pretensje. I słusznie, chociaż Albańczyk nie zawinił bardziej od tych, którzy tak szybko znajdowali kozła ofiarnego. Grał słabo i tyle.
Maksimovic (3) Najbardziej energiczny i pewny siebie był podczas zgłaszania pretensji - a to pod adresem partnerów, a to w kierunku sędziego. A tak naprawdę powinien spojrzeć w lustro i powiedzieć głośno: "człowieku, co ty odwalasz na boisku?" Od dłuższego czasu nie zasługuje na grę.
Rrahmani (3) Równie słaby, jak partner ze środka obrony. Nieobliczalny, niepewny, nawet w najprostszej sytuacji potrafi zmrozić kibicowską krew w żyłach.
Di Lorenzo (4) Zdecydowanie najczęściej przy piłce spośród wszystkich uczestników meczu. Ale też stanowczo za często te kontakty kończyły się błędami, niecelnymi podaniami i stratami. Na plus dalekie podanie wzdłuż linii bocznej w 75. minucie.
Bakayoko (3) Kilka minut po przerwie zanotował jedno świetne podanie i jedno energiczne wejście w pole karne, po którym ostatecznie padł gol. Ale poza tym zachowywał się tak, jakby znalazł się na boisku z powodu jakiegoś nieporozumienia. Dobrze, że klub nie musi go wykupić z Chelsea. Jeśli ma stać, to niech sobie stoi w Londynie, a nie w Neapolu.
Zieliński (3) Niezła skuteczność podań. Nic dziwnego, wszak doskonały technik nie powinien mieć problemów z podawaniem piłki na kilka metrów do kolegi, który akurat stoi sobie samotnie na własnej połowie. Kiedy szukał bardziej efektownych zagrań, robiło się nieciekawie, raz o mało nie doprowadziło to do straty gola.
Elmas (3) Zagrał całą pierwszą połowę. Chociaż "zagrał" to określenie na wyrost. On po prostu był gdzieś na boisku, ale nie wiadomo po co. Zupełnie niewidoczny.
Lozano (5) Strzelił jedynego gola dla Napoli w tym dwumeczu. Piłkę przejmował częściej niż wszyscy pomocnicy razem wzięci. Jak zwykle aktywny, waleczny. Ale i on nie pokazał niczego nadzwyczajnego. Atalanta jest zbyt mocną drużyną, żeby móc z nią wojować w pojedynkę.
Insigne (3) Znowu sobie postrzelał, a co. Beznadziejne były te uderzenia, ale jak człowiek nie ma nic innego do roboty, to różne głupoty wyczynia.
Osimhen (3) Najbardziej widoczny podczas turlania się po murawie. Czasem były ku temu powody (ostre interwencje rywali), a czasem nie. Brakuje mu siły, szybkości, wyczucia piłki. Brakuje mu wszystkiego, co mogłoby być przydatne dla drużyny. Obyśmy przez kolejne pół roku nie mówili: "no wiecie, on jest po kontuzji i chorobie".
Rui (3) Jeszcze w pierwszej połowie zastąpił Hysaja. Lepszy nie był, bo jak tylko Atalanta przycisnęła, to też rozglądał się ze strachem za piłką. Z przodu też nie pomógł.
Politano (3) Wszedł na drugą połowę i przez chwilę rozruszał drużynę. Ale szybko przygasł i już do końca niczym się nie wyróżnił.
Demme (5) Znacznie aktywniejszy i bardziej kreatywny, a na pewno pracowitszy niż Zieliński. To on najmocniej ciągnął drużynę przez ostatnie pół godziny, to on wyłożył piłkę Osimhenowi. Ale też był w grupce zawodników, która w dziecinny sposób przepuściła we własnym polu karnym Pessinę, przez co padła ostatnia bramka.
Lobotka (3) Pamiętam, że wchodził na boisko. Ale nie pamiętam, co na nim robił. Może nic?

napoletano
Sporo prostych błędów zaowocowało tym, że nie mieliśmy czego szukać w tym spotkaniu. Stać nas było jedynie na kilka zrywów. Luty będzie potwornie ciężki
Mako
Ospina, niestety, najlepszy, zgadzam się. Osimhen miał piłkę meczową , mógł strzelić w 100% okazji, ale ile takich sytuacji miała Atalanta. Dla mnie jaskółką jest świetna forma Lozano, który strzelił bramkę walczac do końca, szybko podnosząc się do dobitki. Ależ on jest ostatnio w dobrej formie!
Lolo
Słaby mecz, słaby wynik :(